Pani Marszałkini! Wysoka Izbo! Żyjemy dzisiaj w czasach przełomowych. Mamy jeszcze wiarę w to, że pokój da się wynegocjować, jednak ta wiara rozpada się na naszych oczach. Od ponad 4 lat Ukraina krwawi, a przed nami otwierają się nowe fronty wojny.
Życie Tadeusza Konwickiego przypadało na podobnie przełomowy okres, z tym że w jego wypadku wszystkie czarne scenariusze się spełniły. Najpierw był faszyzm, potem - komunizm, a później - wojna polsko-polska. Nic dziwnego, że Konwicki pozostał pisarzem egzystencjalnym. Od zgiełku świata wolał ludzką, skromną twarz. Wygnany ze swej ojczyzny, z miejsca urodzenia, w powieściach i filmach zbudował ją na nowo. Dom po domu, ścieżka po ścieżce w mieszkaniu na tyłach Nowego Światu. Jednak nie żył tylko w wyimaginowanym świecie. Gdy było trzeba, ujmował się za tymi, którym odbierano prawo do głosu. Jego metoda twórcza wydała owoce. Był jednym z twórców sukcesu szkoły polskiej, której filmy (Dzwonek) inspirowały światowych twórców. Lokalność uczynił swoją siłą, a wątpliwości - bronią. Codziennie z okien mojego biura poselskiego mam ten sam widok, jaki miał on.
(Poseł Alicja Łuczak: Nowy Świat i okolice?)
Mam szczęście, że moje biuro jest naprzeciwko jego ówczesnego kultowego mieszkania. Myślę, że dzisiaj, w dobie kultu sztucznej inteligencji i wiary w to, że rozwiąże za nas wszystkie problemy, jego przesłanie jest jeszcze bardziej aktualne. (Oklaski)