Rozpatrywany dziś projekt dotyczy sprawy pozornie drobnej, ale w rzeczywistości bardzo symbolicznej, pokazuje bowiem, czy państwo potrafi nadążać za realiami życia obywateli.
Od 25 lat limit zwolnienia z podatku od czynności cywilnoprawnych przy sprzedaży rzeczy ruchomych wynosi 1 tys. zł. Przez ten czas zmieniło się wszystko: poziom cen, wynagrodzenia, sposób handlu, rozwój sprzedaży internetowej. Nie zmieniła się tylko kwota, która dziś jest zwyczajnie oderwana od rzeczywistości gospodarczej. W praktyce oznacza to sytuacje absurdalne. Państwo angażuje aparat administracyjny, by ściągać podatek liczony w dziesiątkach złotych. Koszty obsługi takich spraw często dorównują albo przewyższają wpływy. To nie jest efektywność, to biurokratyczna nadgorliwość.
Podniesienie limitu do 5 tys. zł jest krokiem racjonalnym. Upraszcza życie obywatelom sprzedającym rzeczy używane czy udzielającym drobnych pożyczek, dostosowuje prawo do realiów inflacyjnych i wprowadza większą proporcjonalność działania państwa. Jednocześnie nie możemy ignorować skutków finansowych, szczególnie dla samorządów. Dlatego ten projekt powinien być dalej procedowany z uwzględnieniem analizy wpływu na budżety lokalne i ewentualnych mechanizmów równoważących.
Wysoka Izbo! To nie jest rewolucja podatkowa. To korekta zdroworozsądkowa. Państwo powinno koncentrować się na poważnych nadużyciach, a nie na ściganiu obywateli za drobne, codzienne transakcje. Dlatego oceniam kierunek projektu jako właściwy i wart dalszych prac legislacyjnych.