Wysoka Izbo! Wiosenne przymrozki po raz kolejny pokazały, jak bardzo polskie rolnictwo, w tym sadownictwo, jest dziś uzależnione od zjawisk pogodowych, na które rolnik nie ma żadnego wpływu. Kiedy przychodzi jedna noc z temperaturą poniżej zera, często przepada dorobek całego roku pracy.
Chciałbym jednak zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt tej sytuacji. W wielu szkołach branżowych i technikach rolniczych uczymy dziś młodzież nowoczesnego sadownictwa, ogrodnictwa czy architektury krajobrazu. Państwo reformuje szkolnictwo zawodowe, zmienia nazwy zawodów, podstawy programowe, ale czy równolegle przygotowujemy młodych ludzi na realne zagrożenia klimatyczne i ekonomiczne, z którymi będą mierzyć się po wejściu na rynek pracy? Młody człowiek widzi dziś sadownika, który inwestuje ogromne pieniądze, pracuje po kilkanaście godzin dziennie, a później przez jeden przymrozek może stracić wszystko. Zadaje sobie wtedy pytanie: Czy warto z tym wiązać przyszłość?
Dlatego moje pytanie brzmi: Czy Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi współpracuje z Ministerstwem Edukacji Narodowej w zakresie przygotowania nowoczesnego kształcenia zawodowego dla branży sadowniczej i ogrodniczej w warunkach zmian klimatu? Bezpieczeństwo żywnościowe Polski zaczyna się nie tylko w sadzie (Dzwonek), ale również w szkole. Dziękuję. (Oklaski)