Pani Marszałek! Panie Ministrze! Wysoka Izbo! Wracam właśnie spod Teatru Dramatycznego. Zgromadziło się tam kilkadziesiąt tysięcy polskich rolników. Miejsce symboliczne. Teatr Dramatyczny, bo i sytuacja w polskim rolnictwie jest dramatyczna. Nie wpuściliście do Warszawy ciągników rolniczych rolników, którzy chcieli przejechać przez Warszawę i zamanifestować swój sprzeciw wobec pana bierności. Tam kilkadziesiąt tysięcy rolników maszeruje teraz na mrozie, a pan sobie siedzi w ciepłym fotelu, w ciepłej sali i dyskutuje o banialukach, i nawija makaron na uszy. Niech pan do nich wyjdzie i niech pan się głupio nie śmieje.
(Głos z sali: Bzdury opowiadasz.)
Niech pan wyjdzie i posłucha rolników, panie ministrze, a nie po prostu wprowadza jakieś głupoty i kolejną biurokrację.
Ja mam krótkie pytanie, bo rolnicy akurat będą przechodzić przez Wiejską (Dzwonek), kiedy pan dalej będzie sobie tutaj siedział w fotelu, czy pan do nich wyjdzie.
Wicemarszałek Dorota Niedziela:
Dziękuję bardzo, panie pośle.
Poseł Paweł Rychlik:
Czy pan ma tyle odwagi...
(Wicemarszałek wyłącza mikrofon, poseł przemawia przy wyłączonym mikrofonie, oklaski)
(Poseł Adam Luboński: Napisaliście scenariusz, to wyjdźcie.)