Panie Marszałku! Wysoka Izbo! W 2019 r. budżet państwa, finanse publiczne były w na tyle dobrym stanie, że premier Mateusz Morawiecki na 2020 r. mógł pierwszy raz w historii zaplanować zrównoważony budżet, bez deficytu. Dziś, przysłuchując się tej debacie na temat wykonania budżetu za 2025 r., cisną mi się na usta słowa piosenki Kazika Staszewskiego z 1991 r., z czasów terapii szokowej waszego guru Leszka Balcerowicza: Coście uczynili z tej krainy? Pozytywnie odpowiadając na apel pana posła Ardanowskiego, nie użyłem tu jednego słowa.
Jak można było doprowadzić do deficytu wysokości 275 mld zł? Takiego deficytu nigdy nie było. Co trzecia złotówka, drodzy obywatele, jest z pożyczek, które będą spłacać nasze dzieci i nasze wnuki. Ale żeby minister Domański ustał na nogach, musiał zabrać pieniądze z Funduszu Pracy, musiał zabrać pieniądze bezrobotnym (Dzwonek), musiał zabrać chorym, przykutym do łóżka, 4,50 chorym, 2,12 kobietom w ciąży. Nawet dwa plasterki wędliny musieliście podkraść z talerzyka kobietom w ciąży, żeby ustać na nogach. (Oklaski)