Szanowna Pani Marszałek! Wysoka Izbo! Na początku parę słów podziwu. Jest piątek, w zasadzie jesteśmy tuż przed zamknięciem obrad Sejmu, godz. 22.20. Z reguły w piątki w porze wieczornej poza wąską grupką posłów Konfederacji, kilku innych na sali nikogo nie ma. A więc połączyła was, lewa i prawa strono, pewna ważna rzecz. Okazuje się - i tu już nie będzie podziw, tylko zażenowanie i kompletne zdegustowanie tym, co tutaj słyszymy - że połączyła was, mówię głównie do lewej strony, jakaś dzika chęć linczu na jednej osobie. Nie wyobrażam sobie... To jeszcze ciekawa rzecz, że to również młodzi, najmłodsi posłowie dokonują czegoś takiego. Ja sobie nie wyobrażam siebie w sytuacji, kiedy mam powiedzieć coś złego, nieprzyzwoitego, niemiłego dla innego posła, rytualnie jak jakiś hunwejbin z Chin ludowych muszę wypowiedzieć. Jeden po drugim wychodzicie i gadacie jedno i to samo. Jak wam nie wstyd, żenada kompletna. (Oklaski)
(Głos z sali: Brawo!)