Szanowny Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Kanclerz Niemiec Otto von Bismarck mówił: agitacja polska żyje tylko dzięki dobroduszności rządu pruskiego. Miał przy tym coraz większy problem z językiem polskim na terenie swojego państwa. Nie mógł go ścierpieć. Z Polakami trzeba by wreszcie zrobić porządek, dość pobłażania. Nauczyć posłuchu i niemieckiego porządku można ich tylko po niemiecku. Pisz, myśl i módl się po niemiecku. Jednak wrzesińskie dzieci nie zapomniały o Polsce. Nie ugięły się nawet pod razami wymierzanymi przez nauczycieli oprawców. Należało się zatem pozbyć polskiego języka zewsząd: począwszy od urzędów, a skończywszy na wojsku. Oczywiście także ze szkół. Państwo powinno mieć kontrolę nawet nad tym, w jakim języku modlą się polskie dzieci. Pierwszym do tego krokiem było zatwierdzenie w 1872 r. przez pruskiego króla ustawy o nadzorze szkolnym i rozporządzenia ministra oświaty z 1873 r. Zadbano, by te nowe zasady zostały wprowadzone. Ostatecznie szkolnym światem uczniów w tym zaborze miały stać się Niemcy. Ale zapewne nie spodziewano się reakcji.
Jako pierwszy bunt podniósł arcybiskup poznański Mieczysław Halka-Ledóchowski. Zalecił on nauczycielom religii wykładanie jej po polsku w pierwszych czterech klasach, a jedynie w dwóch ostatnich po niemiecku. Sprzeciwił się także rządowej kontroli nad nauczaniem religii.
Nie był to jedyny kapłan, który znalazł się na celowniku władz. W związku ze strajkiem we Wrześni takim kozłem ofiarnym stał się ks. Jan Laskowski, ówczesny wikary, który prowadził działalność polegającą na krzewieniu polskości wśród dzieci i młodzieży. O buncie wiele powiedzieli już wcześniej moi przedmówcy. Protesty objęły Poznań i wiele mniejszych miejscowości. Łącznie w całej Wielkopolsce brało w nich udział nawet 100 tys. dzieci. Ale nie ustawały represje. W latach 1901-1902 skazanych zostało ok. 1500 osób.
A dziś? W październiku 2025 r., w kościele farnym we Wrześni miał się odbyć koncert żydowskiego kompozytora, w czasie którego miały śpiewać polskie dzieci z wrzesińskich szkół żydowskie pieśni po niemiecku. Tylko interwencja Grzegorza Brauna i działaczy Konfederacji Korony Polskiej zapobiegła tej surrealistycznej kompromitacji.
Konkluzja. 125 lat temu rodzice i dzieci nadstawiali karku za możliwość nauki religii dla swych pociech w szkole i pruskiemu zaborcy było niezwykle trudno wdrażać kolejny etap kulturkampfu. Natomiast dziś zarówno rodzice, jak i polskojęzyczny aparat państwowy oddają to cywilizacyjne pole walkowerem. Nadzieja tylko i wyłącznie w polskich dzieciach. Bardzo dziękuję. (Oklaski)