Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Ten projekt to kolejny przykład, że rząd reformuje edukację nie przez poprawę jakości, tylko przez przerzucanie kosztów i ryzyk na szkoły, samorządy, nauczycieli i pośrednio rodziców.
Podwyższenie opłaty za dopuszczenie podręcznika do użytku szkolnego uderzy przede wszystkim w mniejszych wydawców i autorów. Efekt będzie prosty: mniej konkurencji, mniej alternatyw, większa centralizacja i gorsza dostępność materiałów, szczególnie w szkołach w mniejszych miejscowościach. Jednocześnie rząd proponuje limity wydatków budżetowych do 2035 r., jakby nie istniały inflacja, wzrost kosztów druku, cyfryzacja i kolejne zmiany programowe. To jest tworzenie wieloletniego mechanizmu, który w praktyce może oznaczać realne cięcia, jeśli chodzi o wyposażenie uczniów w podręczniki i materiały ćwiczeniowe, a w konsekwencji koszty poniosą rodziny i samorządy. Czy przedstawiono analizę, o ile wzrośnie koszt dopuszczenia podręcznika i jaki będzie to miało wpływ na rynek, liczbę dopuszczonych tytułów, konkurencję i ceny? Dlaczego ustalacie limity wydatków do 2035 r. bez twardego mechanizmu waloryzacji, który gwarantowałby, że realne wsparcie dla uczniów (Dzwonek) nie będzie z roku na rok mniejsze? Dziękuję bardzo. (Oklaski)