Pani Marszałek! Wysoka Izbo! Od 24 grudnia obowiązują nowe przepisy Kodeksu pracy, które nakazują stosowanie w ogłoszeniach o pracę tzw. języka neutralnego płciowo oraz ujawnianie widełek wynagrodzeń. Już sam kierunek zmian jest absurdalny. Krytykowaliśmy oczywiście tę ustawę. To kolejne ideologiczne wdzieranie się państwa w normalny język i normalne relacje na rynku pracy. Zamiast upraszczać prawo i zdejmować z przedsiębiorców obowiązki, rząd dokłada im kolejne biurokratyczne i światopoglądowe fanaberie. Ale dziś nie chodzi tylko o to, że ten przepis jest zły. Chodzi o to, że rząd nawet nie przestrzega swoich własnych ideologicznych regulacji. Dziennikarze sprawdzili rządowe portale z ofertami pracy. Na 256 ogłoszeń aż 200 nie spełnia wymagań neutralności językowej, które sami sobie narzucili, a w ok. połowie nie podano wysokości wynagrodzenia. Administracja centralna masowo łamie prawo, którym straszy prywatnych przedsiębiorców. To jest pokaz hipokryzji w czystej postaci. Jedne standardy dla zwykłych firm i obywateli, inne dla władzy. Rząd, który nie potrafi dopilnować własnych urzędów, nie ma żadnego moralnego prawa pouczać kogokolwiek.
Ta sytuacja doskonale pokazuje, czym zajmuje się dziś państwo. Gdy Polacy mierzą się z drogą energią, problemami w ochronie zdrowia i realnymi zagrożeniami dla bezpieczeństwa, władza produkuje przepisy o języku w ogłoszeniach o pracę, a potem nawet sama nie potrafi ich zastosować u siebie. Może po prostu przyznacie się, że te przepisy były po prostu głupie, i się z nich wycofacie. Dziękuję.