Szanowny Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Docierają do nas informacje, że koncern Volkswagen planuje redukcję ok. 50 tys. miejsc pracy do 2030 r. Powodem jest spadek zysków oraz rosnące koszty funkcjonowania, w tym koszty wymuszonej transformacji w kierunku elektromobilności.
Tu pojawia się pewien paradoks. Przez lata to właśnie Niemcy należeli do głównych promotorów i architektów polityki klimatycznej Unii Europejskiej. To Berlin był jednym z głównych motorów zielonego ładu i kolejnych regulacji ograniczających tradycyjny przemysł. Dziś okazuje się, że ofiarą tej polityki zaczynają padać nawet niemieckie koncerny motoryzacyjne. Nawet firmy z samego rdzenia niemieckiej gospodarki muszą redukować dziesiątki tysięcy miejsc pracy, aby poradzić sobie z kosztami narzuconej transformacji.
To pokazuje skalę absurdów tej polityki. Jeżeli nawet niemiecki przemysł motoryzacyjny zaczyna odczuwać skutki tych regulacji, to można sobie tylko wyobrazić, jakie konsekwencje poniosą gospodarki słabsze i mniej odporne. A przecież polska gospodarka jest silnie powiązana z niemieckim przemysłem. Tysiące polskich firm współpracuje z koncernami motoryzacyjnymi jako dostawcy części i usług. Problemy niemieckich producentów bardzo szybko przekładają się więc na sytuację polskich przedsiębiorstw i polskich pracowników.
Dlatego zielony ład przestaje być abstrakcyjną ideą z dokumentów Komisji Europejskiej. On zaczyna oznaczać realne zwolnienia, realne problemy przemysłu i realne zagrożenie dla miejsc pracy w całej Europie, również w Polsce.